Sto miliardów dolarów – tyle warte są szalone inwestycje, które mają zamienić pustynny emirat nad Zatoką Perską w pępek współczesnego świata.
Lotnisko Dubai World Central, którego budowa rozpoczęła się wiosną 2006 roku, będzie największym portem lotniczym świata. W 2015 roku ma przyjmować 150 milionów pasażerów, więcej, niż dziś obsługują giganty – londyńskie Heathrow i O’Hare pod Chicago łącznie. Na razie sam Dubaj, feudalne księstwo będące częścią Zjednoczonych Emiratów Arabskich, ma co prawda tylko półtora miliona mieszkańców, ale dla władców tego kraju nie jest to żadna przeszkoda w planowaniu coraz to bardziej zaskakujących przedsięwzięć. Leżący 40 kilometrów w głąb pustyni port lotniczy otrzyma do towarzystwa miasto na 750 tysięcy mieszkańców, nazywające się tak samo – Dubai World Central.
Miasto-lotnisko kosztujące 33 miliardy dolarów to tylko jedna z ekstrawagancji szejków al-Maktum władających Dubajem jak prywatną korporacją.
Sylwetka hotelu Burdż al-Arab, samozwańczo zwanego najbardziej luksusowym i obiektywnie najwyższym na świecie, stała się już powszechnie znaną ikoną architektury nowego wieku. Mierzy 321 metrów i stoi na sztucznej wyspie. Ale co z tego?! Za chwilę przestanie działać komukolwiek na wyobraźnię.
Już rośnie Burdż al-Dubaj, wieżowiec, który ma być najwyższą budowlą kiedykolwiek wzniesioną przez człowieka. Wysokość jest pilnie strzeżoną tajemnicą. Amerykańskie biuro architektoniczne Skidmore, Owings and Merrill – autorzy projektu – podaje, że pięter będzie ponad 160, a metrów coś z 800. Pod koniec grudnia budynek dociągnięto do setnego piętra. Drapacz chmur ma być gotowy za dwa lata. Konstrukcja wieży umożliwi nadbudowanie budynku w przyszłości, by żaden rywal nie odebrał mu tytułu najwyższego.
Budowla kosztować ma 900 milionów dolarów, ale to niewiele przy notowanych przez inwestora – spółkę Emaar Properties – dochodach. W pierwszym półroczu 2006 roku firma deweloperska, w której większościowe udziały ma rząd Dubaju, zarobiła na czysto ponad 800 milionów dolarów.
Burdż al-Dubaj ma między innymi mieścić pierwszy na świecie hotel Armani – nazwisko projektanta, ostatnio rozwijającego się także na polu wnętrzarskim, ma gwarantować luksus i ogólną aurę „super cool? przyciągającą najbogatszych ludzi świata.
„Super cool? jest też kompleks Ski Dubai, kryte centrum sportów zimowych z trzema wyciągami krzesełkowymi i pięcioma trasami, każda po 400 metrów. Śnieg nie wylatuje tu z armatek, tylko sypie ze sztucznej chmury.
Ski Dubai w centrum handlowym Emirates Mall (największym na świecie oczywiście) nie jest wcale najwyższym szczytem absurdu. W budowanym właśnie parku rozrywki Dubailand, który ma być… tak, największy na świecie, powstaje już Dubai Sunny Mountain Ski Dome – kopuła, pod którą pomieści się kolejny, jeszcze bardziej absurdalny i olbrzymi sztuczny kompleks narciarski. Nowa inwestycja kosztować będzie okrągły miliard dolarów. Goście kompleksu (planowane otwarcie już za rok) doznają prawdziwego „arctic experience? – przeżycia arktycznego. Chodzi więc nie tylko o narty, łyżwy, wyciągi, padający śnieg, szadź, mgłę, grzane wino w chatkach z bali (wino bezalkoholowe), ale również pingwiny, niedźwiedzie polarne itp.
Cały park rozrywki kosztować będzie 18 razy więcej.
Białemu szaleństwu w Dubaju towarzyszy obłęd budowania sztucznych wysp. Nowość o niepokojących rozmiarach nazywa się „The World? – czyli Świat. Jest archipelagiem trzystu wysp (cena: 30 milionów dolarów za sztukę) położonym pięć kilometrów od brzegów Dubaju. Docelowo ma być domem dla 250 tysięcy osób, idealną lokatą kapitału i miejscem, gdzie najbogatsi będą mogli ukryć się przed… światem przez małe „ś?. Przed biedą, przestępczością, terroryzmem i degradacją środowiska.
Optymizm rządzących niepodzielnie Dubajem szejków z dynastii al-Maktum jest niezachwiany. Wznoszone na potęgę sztuczne wyspy i plażowe raje może za kilkadziesiąt lat pochłonąć ocean, którego poziom ma się podobno stale podnosić. Boom inwestycyjny i turystyczny (6,6 miliona turystów w 2006 roku wobec 6,2 miliona w 2005) pryśnie wraz z pierwszą bombą, którą zdetonują w tym kosmopolitycznym tyglu fundamentaliści islamscy. Jednak szanse, że to zrobią, są poważnie ograniczone – to przez dubajskie city przechodzą gigantyczne operacje finansowe saudyjskiej arystokracji, w tym rodziny ben Laden.
Pieniądze pompowane w Dubaj pochodzą z ropy – ale nie z jej wydobycia na miejscu. Z tego bierze się około pięciu procent miejscowego PKB. Kapitał napływa do Dubaju ze znacznie bogatszych w ropę krajów ościennych, które wysoką cenę baryłki starają się wykorzystać do długofalowych, zróżnicowanych inwestycji.
W ciągu 15 lat dochód narodowy Dubaju wzrósł o prawie 300 procent. Stabilność polityczna (zamiast demokracji – oświecony absolutyzm), wysoka cena ropy, import taniej, pozbawionej wszelkich praw siły roboczej i rewolucja w technologii odsalania wody morskiej – te cztery czynniki w ciągu pokolenia zmieniły kraik w nową Szwajcarię. Jednak ambicje al-Maktumów sięgają dalej. Dubaj ma stać się Wenecją XXI wieku – handlową potęgą, epicentrum globalizacji latającej dwupiętrowymi airbusami A380 pomiędzy Hongkongiem a Nowym Jorkiem, Szanghajem a Londynem.
Dubaj to zbiorowe przedsięwzięcie możnych całej Arabii, którzy pojęli rynkowe reguły świata rządzonego przez marketing. Dubaj, gdzie trwają nieustające wakacje (hotele, narty, sztuczne wyspy, wyścigi konne i motocyklowe, wieczny golf i tenis), Dubaj, gdzie trwa wielki handel (największy port kontenerowy świata, rosnąca jak na drożdżach giełda), bankowe i usługowe zaplecze Bliskiego Wschodu – tylko taka metropolia może rywalizować z Zachodem i Dalekim Wschodem równocześnie. Zacofanie współczesnego świata muzułmańskiego nie ma tu wstępu. W emiracie króluje arabska nowoczesność, kapitalizm ma tylko jasną stronę, jesteśmy w Sezamie, rozbójników brak.
Okazuje się, że na Zachodzie jest wielkie zapotrzebowanie na dobre wiadomości z Bliskiego Wschodu. Choćby to były bajki.
żródła:
www.przekroj.pl
www.video.google.com
www.youtube.com
www.dubailand.ae


Komentarze